Teksty/FfiiOpenLtr050307

List otwarty do UE: Konstytucja - mamy problem

[[WWW] : Oryginalna wersja]

7 marca 2005 - tego ranka Rada UE zatwierdziła nielegalną praktykę Europejskiego Urzędu Patentowego przyjmując propozycję bez głosowania i bez kwalifikowanej większości głosów "tak, że nie powstaje precedens, który mógłby mieć konsekwencje przy tworzeniu opóźnień w innych przypadkach". Jonas Maebe, belgijski informatyk i członek FFII, wyjaśnia w liście otwartym jak doświadczenia z dyrektywą popierającą "patenty na oprogramowanie" dowodzą, że Unia Europejska i proponowana przez nią Konstytucja stają się niebezpieczną, polityczną farsą.

Szanowni Ustawodawcy Unii Europejskiej,

Szanowni Zwolennicy Konstytucji Europejskiej,

Nie jestem "przeciwko Europie", ani przeciwko koncepcji Unii Europejskiej. Przeciwnie - ucieszyły mnie niektóre korzyści, jakie Unia Europejska nam przyniosła i myślę, że ścisła współpraca pomiędzy państwami członkowskimi może pomóc wszystkim. Nie jestem również przeciwko idei Konstytucji Europejskiej. Chciałbym móc powiedzieć kilka rzeczy o demokracji w Europie, jakiej doświadczyłem dotychczas, o proponowanej Konstytucji oraz o tym jak ta ostatnia może lub nie wpłynąć na tą pierwszą.

Od prawie dwóch lat jestem zamieszany w dyskusję i polityczny przebieg debaty o patentach na oprogramowanie. Nie uczestniczyłem w niej od początku, ale spędziłem kilka tygodni w Parlamencie Europejskim, kontaktując się z posłami, urzędnikami i przedstawicielami Europejskiego Urzędu Patentowego. Poświęciłem nawet noc w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, pomagając FFII przygotować listę głosujących na legendarne głosowanie 23 września 2003 r. Były to bardzo pouczające dwa lata.

Jak niewątpliwie Państwo wiecie, Rada UE przyjęła Wspólne Stanowisko w kwestii dyrektywy o patentowaniu oprogramowania z 7 marca 2005 r. Opis tego co się wydarzyło w Radzie można znaleźć na stonie FFII [WWW] http://wiki.ffii.org/Cons050307En. Są tam zawarte m.in. moje wypowiedzi, w których drwię z popierających Konstytucję, nie podając argumentów uzasadniających, dlaczego konkretnie atakuję Konstytucję.

W dalszym ciągu chciałbym wyjaśnić moje stanowisko.

Sesja Rady z 7 marca 2005 r.

Członek Parlamentu Europejskiego, który widział nasze publikacje, zauważył, że "one z pewnością pokazują, iż prezydentura Rady poszła na skróty". To jest ekstremalnie dyplomatyczne ujęcie. Prezydentura Rady wypowiedziała się w imieniu całej Rady (pluralis majestatis) łamiąc zasady głosowania. Reguły stanowią, że "punkt A (punkt wymagający tylko formalnej akceptacji) powinien być wyłączony z agendy, jeśli członkowie tego żądają lub jeśli może to prowadzić do dalszych dyskusji, chyba, że Rada zdecyduje inaczej".

Kiedy Dania zażądała tego (wyłączenia z agendy - przyp. tłum.), Prezydentura oznajmiła, że nie uczyni tego, zamiast zapytać się o zdanie większości. Dlatego stwierdzenie "chyba, że Rada zdecyduje inaczej", zostało zamienione na "jeśli większość Rady chciałaby sprzeciwić się prezydenturze, zanim w ogóle doszło do głosowania". Może to wyglądać na "dzielenie włosa na czworo", ale dla Rady, która przedstawia każdą oznakę sprzeciwu jako zapowiedź końca zdolności podejmowania decyzji przez UE, jest to różnica między dniem, a nocą.

Kilka interesujących szczegółów:

Nie ma to nic wspólnego z patentami na oprogramowanie. Po prostu wśród członków Rady nie było kwalifikowanej większości (ani prawdopodobnie nawet zwykłej) popierającej ten tekst. Prześliznął się on tylko z powodu dyplomatycznego bezwładu i obawy przed zrobieniem czegoś wbrew zwyczajom. Nie ulegnie to zmianie, chyba, że w Konstytucji znajdzie się zapis mówiący, że "zapisane reguły zawsze mają pierwszeństwo przed dyplomatycznymi zwyczajami i przesądami".

Parlamenty narodowe

Silna władza Rady uzasadniona jest faktem, że działa ona na podstawie mandatu poszczególnych parlamentów narodowych. Problem polega na tym, że dyrektywa ta pokazuje, iż poszczególne rządy po prostu nie przejmują się tym, co mówią parlamenty (nie wspominając już o Parlamencie Europejskim).

Zanim osiągnięto porozumienie polityczne z maja 2004

Parlament holenderski został wprowadzony w błąd w sprawie dyrektywy. W kwietniu 2004 minister Brinkhorst powiedział parlamentowi holenderskiemu, że doszło do kompromisu pomiędzy Radą a Parlamentem Europejskim, a zatem porozumienie polityczne w Radzie było czystą formalnością. Można argumentować, że parlament holenderski powinien był zweryfikować, czy była to prawda, ale - jak powiedziałby pan Rocard - byłoby to całkiem "nieeleganckie".

W lipcu 2004 parlament holenderski przyjął zatem uchwałę, w której stwierdził, że został wprowadzony w błąd i wezwał rząd, aby od tej pory wstrzymał swoje poparcie dla tekstu Rady. Rząd holenderski obiecał wykonać tę uchwałę, lecz zinterpretował jej brzmienie jako "jeśli kiedykolwiek zostanie on (tekst Rady - przyp. tłum) znowu punktem B i będzie nad nim głosowanie, wówczas zmienimy swój głos na wstrzymujący się". Biorąc pod uwagę wszystkie paniczne reakcje związane z możliwością, że tekst będzie ponownie punktem B z ostatnich kilku miesięcy, równało się to powiedzeniu "Niezła uchwała, ale nic z tego".

Na majowej sesji Rady

Jak niewątpliwie wiecie, porozumienie polityczne nie ma nawet grama mocy prawnej. Jak sama nazwa wskazuje, jest ono czysto polityczne. Biorąc pod uwagę, że w tym wypadku w ostatniej chwili doszło do wprowadzenia trzech poprawek zaproponowanych przez Komisję oraz jednego "kompromisu" przez delegację niemiecką i Komisję, można śmiało powiedzieć, że żaden z parlamentów nie miał szansy zadecydowania o ostatecznym brzmieniu tekstu przyjętego 18 maja 2004. A z powodu wszystkiego, co zdarzyło się później, nie miały na to żadnych szans również później.

Zanim wprowadzono te poprawki, większość członków Rady była przeciwna tekstowi. Po wspomnianych "kompromisach" (które nie zmieniały nic, jeśli chodzi o znaczenie tekstu) ogłoszono 10 minutową przerwę, w czasie której wszyscy rzucili się, by zadzwonić do narodowych eksperów z prośbą o ocenę poprawek. Kilku delegacjom nie udało się z nikim skontaktować i nie wiedziały właściwie, co mają zrobić. Wiele po prostu poszło za głosem Niemiec, które poprzednio kierowały opozycją w Radzie.

Teraz jednak Niemcy wydawały się spać w jednym łóżku z Komisją, zadowolone dodaniem jedynie słowa "nowy" w definicji "wynalazku technicznego"(???). Po tym, jak Przewodniczący Rady przekonał Danię do bycia "zadowolonymi w 80%", Przewodniczący nie zapytał nawet Polski, ponieważ ich głos nie był już potrzebny. Jeśli nie widzieliście jeszcze dialogu Dania-Irlandia, możecie go znaleźć za odnośnikiem poniżej tego akapitu. Ma tylko 45 sekund, a gdyby nie chodziło o decyzję tak ważną jak ta, byłby nawet całkiem zabawny:

[[WWW] Wersja Windows media | [WWW] Wersja Quicktime/mpeg4]

Fakt, że taka poprawka może zostać wprowadzona w ostatniej chwili trwania posiedzenia, na którym osiągnięto już polityczny kompromis połączony z odrzuceniem prośby o wznowienie dyskusji, po osiągnięciu zgody, oznacza, że narodowym parlamentom odmawia sie ich prawa i jednocześnie obowiązku do stałego informowania poszczególnych rządów o bieżącej sytuacji(???).

last edited 2007-03-28 09:21:40 by honey